Początki zawsze są trudne, ale jednocześnie uwodzicielsko pachnące świeżością. Nadeszła wiosna, zatem jest to najlepszy czas, aby rozpocząć moją opowieść, którą mam zamiar snuć na tym blogu gdzie, drodzy czytelnicy, właśnie się spotkaliśmy.

Zastanawialiście się kiedyś, z czego tak właściwie wynika twórczość malarzy, artystów ilustratorów bądź grafików? Jakie narzędzie jest najistotniejsze w naszej pracy? Sam wiele razy zastanawiałem się gdzie znajduje się ów rdzeń? Otóż, moi mili, jest to „Oko”.

Aby tworzyć należy nauczyć się patrzeć świadomie, widzieć i rozumieć to, co prezentuje nam nasza rzeczywistość. Wydawać by się mogło, że nie jest to nic niezwykłego, ale stanowczo muszę temu zaprzeczyć. Patrzeć świadomie to wodzić wzrokiem badawczym, analitycznym i rozumiejącym. Począwszy od kolorów poprzez głębię, perspektywę, proporcje czy też kompozycje. Aspekty, którymi taki przeciętny Kowalski raczej nie zawraca sobie głowy, prawda?

Kolory bywają zdradliwe. Niektóre wibrują, gdy się je połączy, inne harmonijnie sobie towarzyszą. Błękit przypomina o przestrzeni i wolności, czerwień kojarzyć się może raczej z pasją, ogniem czy seksem. Idąc krok dalej barwy, które postrzegamy, często są zupełnie różne od tych „prawdziwych”. Światło się odbija, rozbija, barwi wszystko dokoła i ciężko jest choćby dostrzec tego rodzaju subtelności, jeśli nie posiada się owego „Oka”.

Pewnie widzieliście wielokrotnie czy to na filmach, bądź na żywo jak malarz uwieczniający modela czy też krajobraz wyciąga rękę z ołówkiem, przymyka jedno oko i obserwuje. Wtedy właśnie dokonują się matematyczne obliczenia proporcji, analiza tego jak dana rzecz czy osoba są zbudowane. Patrzenie jednym okiem pozwala na chwilę widzieć w tylko dwóch wymiarach – spróbuj: zamknij jedno oko na kilka minut a przekonasz się jak ciężko będzie Tobie ocenić odległość dzielącą twoją rękę od kubka. W ten sam sposób świat nagle ulega spłaszczeniu, co pomaga nam w analizie.

To jednak nie wszystko! Oko artysty nie przestaje być aktywne, trochę tak jakby przez cały czas miało się dodatkowy zmysł ( zmysł artystyczny?), bądź nałożony filtr. Jest z tym podobnie jak z umiejętnością czytania – gdy raz nauczysz się składać literki w całość, to automatycznie a nawet podświadomie odczytujesz wszystkie napisy, jakie wejdą w twoje pole widzenia. Nie da się tego oduczyć. Można jedynie doskonalić.

Często z moimi przyjaciółmi śmiejemy się, że po latach świadomego patrzenie mam swego rodzaju „rentgen” w oczach. Nie, nie widzę w podczerwieni, ale rzeczywiście dostrzegam wiele rzeczy niezauważalnych dla większości. Od kiedy pamiętam fascynowałem się anatomią, postacią człowieka i sporo czasu poświęciłem na naukę i ćwiczenia z tym związane. Uczyłem się o proporcjach kości, układzie mięśni, postawach, relacjach wielkości czy też typach fizyczności. Teraz bywa tak, że patrzę na człowieka i owym „zmysłem” go rozbieram. Bywa to uciążliwe muszę przyznać, bo „Oko artysty” nie wybiera, zatem czasami jest to dla mnie dość krępujące.

Nadal nie jest to koniec, ponieważ istnieje jeszcze jeden aspekt „Oka” i ten jest zdecydowanie najbardziej niesamowity. Ja osobiście nazywam go „śnieniem”. To jest prawdopodobnie najbardziej skomplikowana cecha „Oka”, aby w ogóle o niej opowiedzieć.

Nie wiem czy zdarza się wam śnić na jawie? Może spróbujcie spojrzeć na kogoś, kto akurat w tej chwili jest w pobliżu i wyobraźcie sobie tę osobę w polskim, kobiecym, tradycyjnym stroju ludowym. Potraficie dokonać takiego „śnienia”? Podejrzewam, że większość z was bawi się tym mniej lub bardziej świadomie. Artysta tego rodzaju postrzeganie ćwiczy i doskonali. Patrzymy na pustą przestrzeń, ale widzimy w niej możliwe umeblowanie i sobie przekładamy doniczki z prawa na lewo tak jak w Simsach, ale odbywa się to w naszej głowie. Patrzymy na ludzi i ich przebieramy, dekorujemy tło bądź fantazjujemy o tym jakby coś mogło wyglądać inaczej. Przypuszczam, że to właśnie tutaj znajduje się „ziarno szaleństwa”, któremu sporo artystów ulega ( trzymajcie kciuki, aby mnie to nie spotkało).

Powszechnie znane są anegdoty takie jak choćby o Michale Aniele, który to patrzył na głaz i widział w nim przyszłą rzeźbę. Dłuto służyło mu do wydobywania owej figury. Analogicznie ja często patrzę na puste płótno, bądź na chaos plam i barw z zupełnie przypadkowych pociągnięć, chlapnięć i gestów. Przyglądam się temu i oczami wyobraźni, bądź „Okiem artysty” wydobywam z tego obraz, czy też wizję. Często ta część twórczości jest najbardziej absorbująca. Bywało i tak, że patrzyłem na jakieś płótno całymi dniami. Ręce nic nie robiły, ale „Oko” tworzyło przyszły obraz, doskonaliło, budowało i porządkowało. Gdy ten staje się jasny to przychodzi czas na tą bardziej widowiskową część pracy artysty, czyli mieszanie farb.

Nie trzeba być malarzem, aby posiadać „Oko”. Nie trzeba być artystą, aby potrafić śnić na jawie. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem, a to właśnie dzieci są mistrzami patrzenia z wyobraźnią. Być może wiele z tego, o czym pisałem należałoby sobie raczej przypomnieć niż się nauczyć?

Droga czytelniczko/czytelniku, skoro dotarliśmy razem do końca to zapraszam do podzielenia się własną myślą, spostrzeżeniem czy też emocją. Debatujemy, rozmawiajmy i uczmy się wzajemnie.

Dziękuję 🙂