Spotkaliście kiedyś anioła? 

Życie bywa przewrotne. Nauczyłem się już jak bardzo potrafi zaskakiwać. Jest to taka przygoda, w której nie znam kolejnego rozdziału, ale mogę być pewien intensywnego początku i niespodziewanego zamknięcia. Czasami wydarzenia w dość zabawny sposób się łączą, jeśli tylko uważnie przyjrzeć się rozgrywanej dokoła scenie, można zauważyć jakieś zależności, zasady, połączenia.

Dużo rozmawiam z ludźmi. Mogę powiedzieć, że jestem doskonałym zbieraczem opowieści i emocji jakie spływają do mnie z przeróżnych źródeł. Bywało i tak, że rozmaite osoby, niezależnie od siebie przeżywały podobne rozterki, bądź mierzyły się ze zbliżonymi wyzwaniami. Pamiętam pewien miesiąc kiedy to co chwila słuchałem o cudownych romansach, innymi razy o chorobach czy też śmierci. Nie mam na to teorii czy też wytłumaczenia, ale zdecydowanie wyczuwam pewne zbieżności, których nie potrafię zamknąć w szufladce zbiegów okoliczności. Trochę tak jakbyśmy ulegali podświadomej synchronizacji.

Anioły poznaje się właśnie w tych teoretycznie przypadkowych, ale i kluczowych momentach. Bywają wysokie, niskie, stare, młode, grube, brzydkie, zielone, czarne, bieszczadzkie czy czerwone. Cały wachlarz. Czasami objawiają się w spojrzeniu, nie raz w słowie, ale jednak najczęściej w geście.

Kochani, czy pamiętacie taki okres we własnym życiu, gdy bardzo poszukiwaliście odpowiedzi, rady bądź rozwiązania? Taki okres, kiedy to wręcz nie mogliście spać próbując rozwikłać ową zagadkę? Sam przeszedłem przez kilka takich okresów i, co zabawne, odpowiedzi przychodziły z najbardziej „przypadkowych” źródeł.

Bywało tak, iż miłosną rozterkę rozwiązała anegdota opowiedziana w kawiarni przy stoliku koło mnie. Bywało i tak, iż choć nie dzieliłem się moimi wątpliwościami czy problemami, nagle otrzymałem książkę, w której odpowiedzi zaklęte zostały w słowa. Bywało też tak, że wystarczyło zapytać na głos, a odpowiedź przyszła sama zapisana w muzyce. Czasami aż nadto „przypadkowo”.

Wiele aniołów kroczy wśród nas. Czasami zastanawiam się, czy pamiętają kim są? Być może zapomniały z wyboru? Bo przecież, dlaczego istota obdarzona skrzydłami decyduje się na wędrówkę pieszo przez ten świat?

“Espinario” 70×120 cm, technika własna na płótnie

Pamiętam jednego anioła, na imię miał Gorka. 

Kiedyś, nawet nie tak dawno temu, pech się mnie uczepił jak psiego ogona. W pięknym mieście San Sebastian, gdzie znajduje się jedna z najcudowniejszych, iberyjskich plaż, zostałem okradziony. Złodziej był na tyle uprzejmy, że pozostawił mi ubrania, które miałem w plecaku, dokumenty oraz szkicownik. Nieszczęścia zwykły się kumulować ( zauważyliście to? ) i wtedy właśnie zostałem bez portfela, telefonu, sam… w drodze z Hiszpanii do Polski. Tak to sobie wcześniej wymyśliłem, że wyprawa będzie improwizowana, nie spodziewałem się jednak jak ciężkie może być to wyzwanie. Bo jak pada ( a padało ), kiedy jabłko stanowi jedyne pożywienie jakie posiadasz przez prawie dwa dni, kiedy nie za bardzo masz gdzie spać a rozpacz bije pięścią w drzwi… Wtedy właśnie trzeba patrzeć uważnie żeby nie przegapić anioła.

Gorka był piekarzem. Wracał właśnie z pracy, gdy ja dość zrezygnowany usiłowałem złapać stopa już piątą godzinę z rzędu. Poważnie rozważałem wyprawę do Polski jako pieszą pielgrzymkę, ale na szczęście tak się nie stało. Gorka się zatrzymał i przewiózł przez granicę hiszpańsko-francuską. Niewiele bo może trzydzieści kilometrów, ale jednak był to mój pierwszy kroczek ku celowi.

Jeździłem już sporo autostopem i zwykłem być tym gadatliwym, ciekawym i wesołym pasażerem, ale wtedy po pięciu minutach jazdy nawet nie zauważyłem jak odpływam w wymiar snów. Obudził mnie dotyk dłoni na czole. Sara ( żona Gorki ) wyszła specjalnie aby sprawdzić, czy przypadkiem nie jestem chory. Byłem po prostu niewyspany. Baterie tak słabe, że za bardzo nie wiedziałem jak skleić pełne zdanie. Kolejna scena tej historii to była obiado-kolacja, cudowna baskijska muzyka i różnorakie opowieści. Mogłem wziąć prysznic, przespać godzinkę a na pożegnanie dostałem doskonały chleb, nóż, chorizo, wodę i dwa banany. To co mieli i co można było zapakować do mojego malutkiego plecaka. Kiedy już wykrzesałem spójne słowa i opowiedziałem o moich pechowych przygodach, Gorka z uśmiechem podsumował: Skoro ukradziono Tobie prawie wszystko, znaczy to, że już więcej stracić nie możesz. Zaufaj ludziom a sam zobaczysz jak lada dzień będziesz w domu.

Tak też się stało. 

Zdawać by się mogło, że Gorka zaklął rzeczywistość. Podróż od tamtej chwili stała się cudowną przygodą, którą wspominam do dziś, a pisząc o niej mam uśmiech na twarzy.

Czasami myślę sobie, że wiele aniołów nawet nie zdaje sobie sprawy, że czyni cuda. Tak jakby zapomniały o własnych skrzydłach, jakby nieświadome były mocy swoich gestów.

Z drugiej jednak strony zastanawiam się czasami, czy ja, bądź Ty, kiedyś staliśmy się aniołem w czyjejś przygodzie? Może jakieś Twoje słowo było kluczem w czyjejś opowieści? Kto wie, być może komuś uratowaliśmy dzień jednym uśmiechem.

Niedawno napisał do mnie stary znajomy, którego nie widziałem już ponad pięć lat. Podziękował mi za jedną rozmowę, która otworzyła mu nową ścieżkę w życiu. Ciężko mi się było do tego odnieść, bo sam tej rozmowy zupełnie nie pamiętałem, ale jakoś nić powiązań błysnęła mi przed nosem i niemożebnie się ucieszyłem. Przez kilka minut, ileś lat temu dla kogoś byłem aniołem.

Może warto pamiętać o tym, że mamy skrzydła? Myślę, że warto dostrzegać ile niesamowitych rzeczy dzieje się dokoła, i to pomimo bolących stóp od tak długiej wędrówki.

 

Dziękuję,

Gabriel Rodak