Nagość zawsze budzi wiele emocji. W każdej kulturze, epoce i gatunku sztuki stanowi stały i powtarzający się element. Ludzkie ciało nas fascynuje, oburza, rozpala namiętności, wywołuje zazdrość a czasem nawet pogardę. Przez lata pracy jako artysta nazbierałem sporo myśli, kilkoma z nich mam zamiar się z Wami podzielić.

Odważę się założyć, że większość z Was drogie czytelniczki/czytelnicy widziało osławiony film „Titanic”. Zapewne kojarzycie również scenę gdy Rose DeWitt Bukater pozuje nago dla Jacka. Przepełniona erotyką i seksualnym napięciem sytuacja, która to kulminuje niedługo później w samochodzie ( ta ręka na zaparowanej szybie, kojarzycie?). Nie da się ukryć, że jest to piękna, romantyczna scena.

Otóż, moi mili, pomimo dawnej fascynacji wspomnianym filmem, osobiście właśnie tej sceny nie znoszę. Twórcy filmu zrobili wielką krzywdę nam artystom! Zastanawiacie się dlaczego?

Ciężko policzyć sytuacje gdy słyszę komentarze typu:

„A po tym jak już ta osoba dla Ciebie pozowała to poszliście do auta?”,

„Narysujesz mnie tak jak w Titanicu?” i temu podobnych.

Następnie są jeszcze pikantniejsze:

„Przespałeś się z tą modelką/modelem?”,

„Nie mogę pozować bo mam chłopaka/dziewczynę”,

„Muszę zapytać o pozwolenie mojego męża/mojej żony”,

„Nie będę się przed Tobą rozbierać, bo nie jesteś w moim typie” i wiele, wiele innych.

Ciężko jest obarczyć odpowiedzialnością jeden film za tego rodzaju konotacje, ale… cóż, moja osobista statystyka jest bardzo wymowna. Większość osób kojarzy sam fakt pozowania z seksem. Wyobraźcie sobie, że za każdym razem gdy opublikuje na Instagramie czy Facebooku szkic z ludzką nagością, to dostaje conajmniej kilka wiadomości z zapytaniem czy mam romans z daną osobą. Następna fala to są oferty z podtekstem, których raczej nie będę komentował. W efekcie powstaje wypaczony obraz piętnujący nas artystów jako zboczeńców bądź dewiantów.

Myślę, że „odczarowanie” tego przekonania powinienem zacząć od wytłumaczenia:

Skąd tak właściwie bierze się moja i innych artystów fascynacja ludzkim ciałem?

Akt – jest to najbardziej klasyczny temat w sztuce, a umiejętność rysowania anatomii należy do najtrudniejszych. Absolutnie każde ciało jest inne! Nawet pomagające nam kanony są raczej wskazówkami niż instrukcjami. Ponad to ludzkie oko jest bardzo wybredne i krytyczne jeśli o anatomię chodzi. Czasami nawet najmniejszy błąd będzie raził. Obraz musi być bardzo przekonujący aby nie powstała swego rodzaju karykatura człowieka, a błędy w proporcjach o wiele łatwiej zauważyć niż w perspektywie czy też światłocieniu.

Aby opanować taką umiejętność trzeba sporo się nauczyć o budowie kości, mięśni czy ich napięciach. Następnie przychodzi praca z ołówkiem i właśnie w tym momencie na scenę wkracza model. Każdy szanujący się rysownik potwierdzi, że ze zdjęć nie można nauczyć się anatomii, do tego potrzebny jest żywy człowiek. Nie wystarczy powtórzyć takich rysunków kilka razy, trzeba zrobić ich setki i najlepiej z bardzo rozmaitymi typami fizyczności. Co najistotniejsze, jest to umiejętność, którą należy pielęgnować. Najtrafniejszym porównaniem byłby w tym przypadku sport, gdzie aby nie stracić kondycji należy trenować systematycznie i zakładać sobie cele. Podobnie jest w przypadku muzyków, którzy aby grać na odpowiednim poziomie, czasami codziennie, po kilka godzin powtarzają gamy, sonaty i „wprawki”. To samo tyczy się rysunku, należy go „trenować”.

Kolejnym aspektem, który należy „odczarować” to obraz samej sytuacji. Owszem, jest ona intymna, ponieważ ludzie mają głęboko zakorzeniony wstyd. Większość osób uważa, że na modela się nie nadaje przez wzgląd na kompleksy, bądź podświadome oczekiwanie doskonałości. Otóż, nie trzeba być doskonałym by pozować.

Wystarczy być człowiekiem 😉

Rysowanie anatomii bywa mozolne. Szybki szkic może zająć godzinę, ale aby stworzyć dobry rysunek bądź obraz często potrzebnych jest kilka dni. Daleko to jest od tej romantycznej wizji Rose wygodnie ułożonej na sofie i posyłającej uwodzicielskie uśmiechy swemu ukochanemu. Stanie w najczęściej bardzo dziwnych i niewygodnych pozycjach przez długie godziny, zmęczy nawet największych twardzieli. Nie wspominając już o nudzie, bo jedyną dobrze bawiącą się osobą w takiej sytuacji jest artysta.

Ludzie bardzo różnie oceniają tematykę nagości. Często budują dokoła wiele kontrowersji, co nasuwa być może kolejny temat na tym blogu, a mianowicie: relacja człowieka z własną fizycznością. Myślę, że jest to ważne zagadnienie, o którym postaram się kiedyś napisać.

Jak myślicie, moi mili, odważylibyście się podzielić swoją nagością w roli modelki/modela? Być może jest to dla was zbyt wstydliwe, bądź niepoprawne? Mieliście może kiedyś styczność z sytuacjami, o których pisałem? Być może pozowaliście kiedyś i macie anegdotę, którą warto by było się tutaj podzielić? Może sami dostrzegliście gdzieś wspomniane „piętno Titanica”?

Podzielcie się waszymi spostrzeżeniami, myślami bądź uwagami. Niech będzie to przestrzeń debaty, do której serdecznie zapraszam.

Dziękuję 🙂

Michał J. Gabriel Rodak